UWAGA! Blog w trakcie przebudowy i modyfikacji, nie będzie tymczasowo aktualizowany. Wróci cały i żywy wkrótce
  • Loga klubów Premier League w innych barwach – ciekawy eksperyment

Abramowicz, ty to zacząłeś!

Abramowicz
Wczoraj minęło 10 lat odkąd rosyjski biznesmen Roman Abramowicz kupił 50.09% udziałów klubu ze Stamford Bridge – Chelsea Londyn.

Dekadę temu byliśmy świadkami ruchu, który pokazał w jaką stronę biegnie futbol. Pieniądze prawie od zawsze grały wielką rolę w piłce, ale dopiero wtedy wiele osób zdało sobie sprawę, że już wkrótce możemy inaczej patrzeć na ten sport.

W ciągu kilku lat Abramowicz wydał wiele pieniędzy by ulepszyć londyński klub. Jedni go za to nienawidzili, bo „kupował” sukcesy, ale znalazł też swoich wyznawców i pozyskał wielu nowych kibiców dla Chelsea, która stawała się jedną z największych potęg w Europie.

Abramowicz niewątpliwie otworzył oczy wielu ludziom i pokazał, że stety lub niestety, piłka nożna to ogromny biznes.

Słyszałem nawet, że niektorzy mówią, że Abramowicz popsuł ten sport, bo pokazał innym jak pieniądze mogą na niego wpłynąć. Według mnie on był jedynie prekursorem czegoś, co musiało się wydarzyć. Piłka nożna to chyba najbardziej rozpoznawalny sport i było tylko kwestią czasu, aż bogaci zaczną kupować i modernizować kluby z całego świata. To musiało się wydarzyć, czy nam się to podoba, czy nie.

Marketing to ogromna część piłki – miliardy przelewają się rocznie na sponsoring, reklamy i różnego rodzaju inwestycje, które mają przecież przynosić zyski. Abramowicz zrobił odważny ruch i był tak na dobrą sprawę pierwszym, który pokazał, że pieniądze mają ogromne znaczenie. Ale jeszcze raz powtarzam – w obecnym świecie to i tak by się stało.

Trzeba jednak zwrócić uwagę na to, że Abramowicz nie wydaje się być człowiekiem, dla którego Chelsea to tylko zabawka. Jasne, nikt nie wie co w głowie multimilionera siedzi, ale gdy patrzy się na niego, on naprawdę tym żyje. I na pewno jest tak, że gdy wygrywa mecz w Lidze Mistrzów cieszy się z zysków, ale chyba nie tylko. Chyba jest w nim też ta radość, która siedzi wewnątrz każdego kibica. Radośc z wygranej ukochanej drużyny.

Inaczej ma to się teraz. Obecnie, kluby są wykupywane już tylko i wyłączie biznesowo, a ludzie którzy decydują się na transakcję nie mają pojęcia o futbolu, ani szczególnie nie interesują się tym co dzieje się na boisku. Ja nie należę do grupy ludzi, która marudzi, że obecnie liczy się tylko kasa, która zabija piękno sportu. Chyba za bardzo realistycznie patrzę na tę kwestię i widzę, że taka była kolej rzeczy.

Kiedyś przede wszystkim liczyło się to, co działo się na murawie. Teraz marketing ma równie wielkie znaczenie. Ale rozumiem w zupełności podejście tych, którzy marzą o futbolu, w którym marketing w piłce nożnej ogranicza się do reklam butów Adidasa czy napoju izotonicznego i są zniesmaczeni obecną sytuacją. Gdyby nie miliony wydawane na piłkarzy być może to nie Manchester City walczyłby o wygraną w Premier League. Być może Paris Saint Germain nie zdobyłby tytułu. Ale panowie, na co nam to gdybanie?

Lepiej się do tego przyzwyczaić, bo tego po prostu nie zwalczymy. Transfery piłkarskie to transakcje nie dla fanów, a dla kasy. Im większe nazwisko, tym więcej kasy z marketingu, sprzedanych koszulek, zainteresowania mediami, przyciągania sponsorów. Im lepsi zawodnicy, tym większa szansa na sukces, który daje kolejne zyski. To inwestycje, które mają się zwrócić.

Lepiej podejść do tego w ten sposób, że mimo iż ta gruba kasa zabija w pewien sposób naturalną, stworzoną przez szkółki piłkarskie siłę poszczególnych klubów, to dała chociaż więcej pozaboiskowych, transferowych emocji, a także sprawiła, że możemy oglądać zespoły zbudowane z wielu gwiazd. Ponadto, rywalizacja się zaostrza.

10 lat pięknej ery Chelsea. Ale też 10 lat pokazujące, że pieniądze grają coraz większą rolę…