UWAGA! Blog w trakcie przebudowy i modyfikacji, nie będzie tymczasowo aktualizowany. Wróci cały i żywy wkrótce
  • Loga klubów Premier League w innych barwach – ciekawy eksperyment

Niemiecka walka o europejski tron nie będzie wcale łatwa

Potwierdzone zostało, że Henrikh Mkhitaryan dołączył do Borussi Dortmund. Znakomity napastnik, który staje się kolejnym elementem układanki Jurgena Kloppa. Układanki, która jest niezwykle ciekawa.

Nowy napastnik

Mimo straty Goetzego, Borussia nadal będzie silna. Szykuje się kolejny sezon, w którym to właśnie zespół z Dortmundu i Bayern Monachium będą walczyć o krajowe podwórko. Żadna to niespodzianka. Sytuacja zresztą dobrze znana z Hiszpanii.

Bundesliga dla wielu staje się coraz bardziej atrakcyjna. Ostatnie szaleństwa w Europie podniosły ilość śmiałków twierdzących, że stała się ona najlepszą ligą na świecie. Mimo ostatnich imponujących wyników, twierdzenie to bardzo mnie bawi :)

Nadal nie do końca wyjaśniona sytuacja Roberta Lewandowskiego sprawia, że dla nas Polaków, informacje z Niemiec są jeszcze ciekawsze. No bo czy tak bardzo ekscytowalibyśmy się tym wszystkim co dzieje się w Niemczech, gdyby nie było tam naszej polskiej trójki?

Wczoraj Klopp powiedział takie słowa:

„To, że Robert Lewandowski po sezonie przejdzie do Bayernu jest już faktem jasnym i oczywistym. Teraz problem leży po stronie Borussii, żeby do tego czasu stworzyć drużynę konkurencyjną do tej, którą mamy w obecnym kształcie. Jesteśmy tym zobowiązani wobec innych zawodników oraz fanów Borussii Dortmund.”

Czyli Klopp niby wyjaśnia przyszłość Lewego – gra teraz, potem wypad do Bayernu. Gdzie jest w tym sens – nie mam pojęcia, bo wtedy Borussia nic nie zarobi. Ale to już inna kwestia.

Chwilę po tym potwierdzony zostaje transfer króla strzelców z Ukrainy i Henrikh Mkhitaryan staje się nowym napastnikiem w Dortmundzie. Kolejnym, bo dopiero co doszła do nas informacja o transferze zdolnego Pierre-Emericka Aubameyanga z St Etienne. Zapowiedzi zarządu niemieckiego klubu potwierdzają się – są ciekawe transfery. I jest alternatywa dla Lewandowskiego – a nawet dwie. Teraz walka o pierwszą jedenastkę się zaostrzy. Tylko czy nie lepiej byłoby zarobić na Lewandowskim, skoro udało się znaleźć zastępców?

———————————

Okej, czyli wszyscy wiemy, że Bundesliga ma te dwie potęgi. Starą i mocną, teraz z Guardiolą na czele, i dość nową ale niebezpieczną pod rządami Kloppa. W zeszłym sezonie szczęśliwie zdominowali Europę. A co się dzieje w Europie?

Hiszpania to stary scenariusz, którego nikt nie będzie w stanie w najbliższym czasie zmienić. Dwóch władców, którzy kłócą się ze sobą nieprzerwanie i walczą o miano silniejszego. W Barcy pojawia się Neymar, Real ściąga Isco. No ciekawie, ciekawie. Ale na krajowym podwórku nic się nie zmieni.Neymar

Za to w Ligue 1… Witamy AS Monaco! Dopiero co zbroiło się PSG, a teraz mamy nowy odpowiednik angielskiego Manchesteru City. Klub, który zasugerował, że nie żartuje, sprowadzając jednego z najlepszych napastników na świecie Radamela Falcao. Może nie od razu, ale Monaco może w krótkim czasie pomieszać w Europie. Mieliśmy przecież wystarczająco dużo dowodów na to, że pieniądze robią swoje.

Falcao

Walka o tytuł jednak najciekawiej wygląda w Anglii, bo tak na dobrą sprawę tam nigdy nie ma faworyta. Chelsea z odmłodzonym składem i starym-nowym trenerem na ławce, zaskakujący Tottenhamem (który o sam tytuł raczej nie powalczy, ale może sporo namieszać), Manchester United, czyli spora niewiadoma pod rządami Moyesa, Arsenal wiecznie mający nadzieje na sukcesy, czy Manchester City z Pellegrinim i nieograniczonymi milionami.

Nie można też zapominać o Włochach. Juventus, który przywitał ostatnio Teveza, Milan z wieloma ciekawymi nazwiskami (i ulubieńcem Balotellim :) ),czy nieobliczalne Napoli, które desperacko będzie chciało utrzymać się w czołówce po stracie Cavaniego – bo ta zapewne wkrótce nastąpi.

Patrząc na to wszystko, bardzo ciężko uwierzyć mi w to, że te dwa zespoły z Bundesligi mogą znowu zdominować Europę. Zeszły sezon to wiele szczęścia i nie sądze, by mogło to się powtórzyć.

Jest jednak jedna rzecz, która nieziemsko mnie cieszy – nie ma zdecydowanego faworyta. Walka w Champions League jest praktycznie nie do przewidzenia, a to sprawia, że przyszły sezon będzie cholernie atrakcyjny.