UWAGA! Blog w trakcie przebudowy i modyfikacji, nie będzie tymczasowo aktualizowany. Wróci cały i żywy wkrótce
  • Loga klubów Premier League w innych barwach – ciekawy eksperyment

Historia o tym jak inwestycja w znanego piłkarza może opłacić się każdemu średniemu klubowi

Defoe
Kilka dni – tyle wystarczy, aby sprzedaż biletów poszła w górę jak szalona. Dowodzi temu „efekt Defoe” jaki dzieje się obecnie w Toronto. Kanadyjski zespół podpisał kontrakt z angielskim piłkarzem i w momencie sprzedaż sezonowych biletów zwiększyła się ogromnie. Z 12 procent wzrosła do aż 92!

Wszyscy są zadowoleni, klub nie może odgonić się od telefonów zainteresowanych kibiców, strona internetowa ledwo trzyma, Defoe uśmiechnięty. Dodatkowo dzięki transferowi wiele portali pisze o samym klubie, co też ma swoje plusy marketingowe. Inwestycja już się spłaca.

To bardzo ciekawy efekt, który być może udowadnia, że tego typu zagrywki i inwestycje w drogiego piłkarza są dobrym pomysłem nawet dla średnich drużyn. Idealnie zresztą rozegrała to amerykańska MLS – sprowadzanie piłkarzy już lekko postarzałych, ale z niezwykle silnym medialnie nazwiskiem (Beckham, Henry i wielu innych) sprawiło, że futbol stał się po prostu dużo bardziej popularny. I rozwija się w naprawdę zawrotnym tempie.

Defoe nie należy do czołówki światowej. Gdzieś tam się o nią może w pewnym momencie ocierał, gdy faktycznie szło mu bardzo dobrze, ale nigdy w niej nie był. Jednak dla takiego zespołu jak Toronto jest najwyraźniej gwiazdą światowego formatu. I bardzo dobrze – zarówno dla piłkarza jak i klubu. Anglik będzie miał status kogoś ważnego, a fani będą cieszyli się, że mogą oglądać poczynania takiego piłkarza. Życzę mu jak najlepiej i mam nadzieję, że nie zawiedzie tych wszystkich, którzy zdecydowali się na kupno karnetu.

Wyobraźcie sobie taką sytuację w zespole z waszego miasta. Powiedzmy, że jest w Ekstraklasie. Powiedzmy, że frekwencja jest średnia. I nagle BUM – przychodzi piłkarz znany w całej Europie. Z mocnym nazwiskiem. Z siłą marketingową. Z umiejętnościami. Niech dojdzie do niego jeszcze jeden, już mniej znany, ale też niezły (jak Michael Bradley w przypadku Toronto) – nie kupilibyście biletu? Nie chodzilibyście chętnie na mecze? Z nadzieją, że klub będzie grał lepiej? Albo z czystej ciekawości? Ja bym kupił od razu. Cieszyłbym się, że info o drużynie z mojego miasta pojawia się wszędzie na świecie. Cieszyłbym się, że atmosfera w całym klubie jest lepsza i oczekiwania wzrosły.


Nietypowy spot promujący transfer Defoe

Rzecz jasna ciężko dobrego i znanego piłkarza namówić na grę w takim zespole. Trzeba mieć dobre argumenty i solidnie napakowane konto bankowe. Ale „efekt Defoe” pokazuje, że nawet gruba kasa może się zwrócić. A to dla takiego zespołu duży krok w stronę rozwoju. Więc może faktycznie warto inwestować?