UWAGA! Blog w trakcie przebudowy i modyfikacji, nie będzie tymczasowo aktualizowany. Wróci cały i żywy wkrótce
  • Loga klubów Premier League w innych barwach – ciekawy eksperyment

Czy można usprawiedliwić ustawianie spotkań? Sytuacja Gabiego wcale nie jest taka prosta

1Ustawienie meczów jest złe, a ci, którzy biorą w tym udział to pragnące kasy gnidy – to bardzo ogólne spojrzenie mediów na kolejne wychodzące skandale z udziałem działaczy i piłkarzy. Ciężko się z nim na pierwszy rzut oka nie zgodzić, ale czy są sytuacje, w których można takie zachowanie usprawiedliwić?

Hiszpańskie media wałkują teraz temat skandalu z 2011 roku, który dopiero jakiś czas temu wyszedł na jaw. Okazuje się, że spotkanie między Realem Zaragozą a Levante było ustawione.

Mecz zakończył się wynikiem 2:1 dla Zaragozy, za co 12 piłkarzy Levante otrzymało ponoć po 120 tysięcy euro każdy. Winnych i zamieszanych jest cała masa i szczerze mówiąc jako osoba średnio zainteresowana hiszpańską piłką nie znam wszystkich szczegółów (kto zainteresowany na pewno wygugluje), ale zacząłem zastanawiać się nad postacią Gabiego.

Obecnie kapitan zaskakującego od paru lat Atletico Madryt niestety też w cały skandal jest zamieszany, bo był wtedy piłkarzem Realu. Co więcej, po prostu przyznał się do udziału.

„Zrobiłem to, co klub kazał mi robić”

I to jest właśnie jedno zdanie wypowiedziane przez Hiszpana, które w momencie sprawiło, że zacząłem zastanawiać się, na ile świadome i chętne do ustawiania meczów są wszystkie osoby w to zamieszane.

Zamiast mieszać od razu z błotem (jak robią to na ogół wszystkie media) i lecieć głupim przytakiwaniem do wszystkich wokół, że ustawianie spotkań jest złe a ludzie w to wmieszani powinni zostać na zawsze odrzuceni od futbolu, zastanówmy się co my byśmy zrobili w tej sytuacji.

SPÓJRZ Z INNEJ PERSPEKTYWY

Wyobraź sobie na chwilę, że jesteś piłkarzem. Obiecującym, twoja kariera dopiero się rozwija. Być może nie jesteś w zespole swoich marzeń, nie walczysz o najważniejsze trofea, ale jesteś w najwyższej klasie rozgrywek. Teraz wszystko zależy od twoich umiejętności, czy dostrzeże cię większy klub.

Robisz wszystko co w twojej mocy. Starasz się, a wszystko rozwija się w dobrym tempie. I stąpając po tej drabince coraz wyżej, szczebel to szczebelku, nagle ktoś wyżej ustawiony blokuje ci wejście. Daje ci informacje jak masz się zachować i jakie będziesz mieć z tego korzyści. Każe robić ci rzeczy, których wcale nie chcesz robić.

Muszą też robić je inni. Wmieszane są inne osoby. Chodzi o ogromne pieniądze, a jeśli wszystko się wyda, wybuchnie skandal, polecą głowy. Boisz się, obawiasz tego co powinieneś zrobić. Ale wszyscy na około są pewni swego i zapewniają, że nikt się nie dowie, że wszystko jest dobrze ustawione.

To jest właśnie ten moment, w którym potrafię zrozumieć decyzję piłkarza. I nie wiem, czy tak to wyglądało w sytuacji Gabiego, ale cała sytuacja skłoniła mnie do takiej refleksji.

Łatwo jest powiedzieć, że ustawienie spotkań jest złe. Ale jak ty zachowałbyś się w takiej sytuacji? Gdy wmieszane jest w to kilkanaście, czy nawet kilkadziesiąt innych osób? Gdy nie wiesz, co spotkałoby cię, gdybyś wszystko wydał? Nie wiesz co stałoby się z twoją karierą, która dopiero wkracza w najważniejszy etap. Jak rozwinęłaby się ta cała sytuacja. A przecież wszyscy zapewniają, że nikt się nie dowie i wszystko będzie dobrze…

Najłatwiej właśnie powiedzieć, że nie zgodziłbyś się. Wielki bohater, który wychodzi z szeregu. Tak, to jest wersja bardzo ładna, z honorem, oh ah ih. Tylko czasem daleka od rzeczywistości, bo otoczenie też wpływa na nasze decyzje. Podejście innych wmieszanych ludzi, strach itp. – to wszystko robi pranie mózgu i sprawia, że wcale nie musi zostać podjęta ta „właściwa” decyzja.

TAK, USTAWIANIE JEST ZŁE. I UDZIAŁ TEŻ.

Nie zrozumcie mnie źle – nie staram się usprawiedliwić w żaden sposób samego ustawiania spotkań, które zdecydowanie z piłki nożnej i innych sportów powinno zostać wywalone. Wiadomo, że to nic dobrego. Staram się tylko zrozumieć zachowanie osób trzecich, które są w to wmieszane, choć niekoniecznie pewnie by tego chciały.

Nie ulega wątpliwości, że ci, którzy ustawianie spotkań inaugurują powinni od razu ponieść duże konsekwencje. Ale jeśli wmieszana jest w to cała grupa osób, ciężko oczekiwać od jednostki aby wyszła z szeregu i wydała całą resztę. Jesteśmy tylko ludźmi, ulegamy naciskom tych, którzy są od nas wyżej i choć mimo wszystko powinniśmy ponieść karę (choćby finansową), to według mnie ban na występy przez cały sezon (czy nawet dożywotni jak niektórzy sugerują) jest po prostu sporą przesadą.